czwartek, 13 grudnia 2012

Bibeloty od Dziadka

Bibeloty, o których wspominałem w poprzednim wpisie. Podejrzewam, że Dziadek mi je wydaje, bo sam ich nie używa i teraz nie wiem, czy chce mnie jakoś wspomóc finansowo, żebym to sprzedał czy zostawić mi to na pamiątkę... Tak czy siak nie są to duże przedmioty, więc je sobie zostawię. Na takie zawsze znajdzie się miejsce. Nie to co stary, ścienny zegar w budzie, którego sprzedałem, bo nie miałem gdzie go postawić...
Swoją szosą dla mnie mają wartość sentymentalną i nie chcę się ich pozbyć za parę złotych.

Golareczka elektryczna XapkiB z pełnym kompletem, czyli urządzenie, polska instrukcja obsługi i futerał. W instrukcji widnieje rocznik 1965.





Papierośnica na papierosy krótkie, czyli długości Mocnych, Fajrantów, Sportów itp.


Tego to nawet nie wiem jak nazwać... portfel na banknoty?



A to, to już w ogóle zagadka. Nie mam pojęcia do czego służy.
Edit: Dziadek mówił, że lampa, ale na lampę mi nie wyglądało, więc poddałem w wątpliwość i zapytałem dobrych ludzi na dfv.pl. Jest to:
 Małogabarytowy reflektor do lokalnego leczniczego ogrzewania części ciała.


 Instrukcja do powyższego urządzenia. 


Heh... a to maszynka do strzyżenia, którą Dziadek z Babcią dostali na rocznicę ślubu od moich rodziców w 2001 roku. Dziadek chyba zapomniał lub myśli, że nie pamiętam, a pamiętam :-) W każdym razie zadowolony nie był. Jeszcze jakiś czas temu mówił, że g... Zresztą widać, że zadowolony nie był, skoro używa swojej Philipsa. Dziadek, to absolutne przeciwieństwo Babci. Babcia byłaby zdolna przejechać całe miasto, by kupić pomidory w promocji, tudzież najtańsze kapcie z możliwych; Dziadek z kolei jak chce kupić sobie buty, to nie jeździ po całym mieście i nie szuka jak najtańszych - pamiętam, gdy kupował sandały 2 lata temu. Wszedłem z nim do CCC, popatrzył, przymierzył kilka par, kupił... za 169 zł. Babcia w tej cenie kupiłaby 5 par ;-)
Sprawdziłem czy działa i działa. Praktycznie nówka. Tylko śmiać mi się chce z tego, co na pudle napisane - "chromowana obudowa". Wiecie jak wygląda ta chromowana obudowa? Jest to chromowany plastik :-)

Aktówka. Nie wiem czy skóra czy skaj. W dotyku nie czuć gorszej jakości. Ciężko stwierdzić. Albo wysokojakościowa skóra ekologiczna jak to teraz specjaliści marketingowi określają ;-) albo skóra naturalna.
W każdym razie nie wygląda jakoś wyjątkowo staromodnie. Byłbym w stanie z nią wyjść z domu.

No i saszetka. Także ciężko stwierdzić jaki materiał, czy skóra czy skaj. No to akurat nie dla mnie. Możliwe, że teściowi wręczę, bo sam używał nie będę.


PS. Jestem tak zmęczony, że nawet nie chciało mi się zbytnio zdjęć obrabiać. RAW-y odrzuciłem, za dużo roboty; tylko podstawy na jpeg-ach. Zresztą, co się będziem rozpisywać.
Widać? Widać :-) Dość wyraźnie? Dość :-) a na handel nie idą.

środa, 12 grudnia 2012

Ponownie odrobinę historii

Przedwczoraj byli u mnie dziadkowie. Poprosiłem Dziadka, by przywiózł ze sobą zdjęcia z Fordonu (dzielnica w Bydgoszczy). Nie przywiózł zdjęć z Fordonu, a cały album. I znów przeglądanie całego i omawianie każdego z nich :) Historie tych zdjęć słyszałem wiele razy, ale jakoś nie potrafię powiedzieć "dziadek skończ, opowiadałeś to już sto razy", skoro widzę, że lubi opowiadać, a ja lubię go słuchać.

W każdym razie poza zdjęciami fordońskimi i bydgoskimi, zeskanowałem sobie także inne, na pamiątkę. Co prawda te zdjęcia kiedyś do mnie trafią w oryginale (Dziadek myślał, by je wyrzucić, ale oburzyłem się i uznałem, że ja je wezmę, bym mógł pokazywać swoim wnukom zdjęcia swego Dziadka. Pisząc to mam łzy w oczach, bo nie chcę, by kiedykolwiek umierał...). Na razie starczą mi wybrane skany.


To zdjęcie już widzieliście w tym wpisie, ale teraz w lepszej jakości. 1934 rok.


Stwierdzam, że mój dziadzio był ładnym chłopcem :) i ta ładność mu została, gdy był już mężczyzną 

To samo, ale parę lat później. Zdjęcie podpisane 1948 rok, ale Dziadek moim zdaniem nie wygląda na nim na 19-latka... Wydaje mi się, że fotografia została zrobiona 2-3 lata wcześniej.

Bydgoszcz Brdyujście, rok 1946. Czas, gdy Wisła zalała pola.

Bydgoszcz, ul. Staszica, przy szkole Kopernika - tak powiedział Dziadek. Nie mam pojęcia czy tam była taka szkoła, bo liceum im. Kopernika jest zupełnie gdzie indziej. W każdym razie rok 1947.

Wojsko, 1949.


To zdjęcie było podpisane także jako 1949, ale jest to mało prawdopodobne, bo w tym czasie Dziadek (z prawej) był w wojsku, a po drugie wygląda na nim dojrzalej, więc zakładam, że co najmniej połowa lat 50.
Zawsze jak widzę to zdjęcie, to kojarzy mi się z amerykańskimi gangsterami ;-)



Targi w Poznaniu. Pytając Dziadka powiedział "nie wiem, 47-my?", ale znów niemożliwe, bo wówczas miałby 18 lat, a na zdjęciu wygląda starzej. W dodatku sprawdziłem okres produkcji BMW Isetta (ten mały), która przypadła na lata 1955-1962 (w dodatku było kilka modeli). Jednak było mi mało, tzn. zbyt mało precyzyjne określenie czasu i sprawdziłem okres produkcji drugiego auta (co się naszukałem, żeby go znaleźć to głowa mała. Wiedziałem tylko, że to Anglik - po tablicach rej.). Drugie auto, to Triumph TR3 produkowany w latach 1955-57, więc skoro targi, to zapewne auta nowe, premierowe, czyli rok 1955.
I kolejno BMW Isetta oraz Triumph TR3.




I taka historyjka na koniec. Przeglądając album, czyli ogółem wszystkie zdjęcia, Dziadek pokazywał zdjęcia swoich sympatii, normalnie przy Babci, w końcu stare dzieje, to co się będziem kryć ;-)
Tu Dziadka sympatia, tam, Babcia sama mówi, że 2 jej siostry i kilka koleżanek się do Dziadka podwalały, więc uznaję, że po prosto był ciachem swoich czasów ;-)
I przy tej okazji przypomniała mi się krótka wymiana zdań sprzed roku między [B]abcią, a [Dz]iadkiem:
W trakcie rozmowy:
Dz: [...] i tu moja sympatia [...]
B: a ile ja miałam sympatii... Tuzin to mało!
Dz: jak ktoś cię poprosił do tańca, to się nie liczy :-)))

W przyszłości myślę, że wrzucę jakieś zdjęcia Babci. Gdybym wiedział, że Dziadek przywiezie cały swój album, a nie tylko wybrane, które chciałem, to kazałbym też Babci przywieźć swoją kolekcję. Może po świętach.

Autorzy wszystkich wyżej opublikowanych zdjęć nieznani.

PS. Przy okazji tej wizyty dostałem od Dziadka jakieś stare bibeloty. Tzn. stare przedmioty, których kiedyś używał, ale w stanie bardzo dobrym. Jak nastanie jasność (pisząc ten wpis jest godzina 7.33) zrobię zdjęcia i je wrzucę. W osobnym wpisie jako osobny temat.

sobota, 8 grudnia 2012

Długo mnie nie było...

To może w punktach przedstawię sprawę:

1. Miałem tablet na wypożyczeniu. Budżetowy. Z samym wypożyczeniem bez problemów. Kwota kilkaset złotych za urządzenie. Czy się opłaca ciężko stwierdzić. Zależy kto czego oczekuje. Laik byłby szczęśliwy, ja nie. Poza tym kontakt taki se. Ja się rozpisywałem, starałem się jak mogłem, by druga strona nie miała mi czego zarzucić, oddałem urządzenie w lepszym stanie jak dostałem ;) (tzn. wyglądało tak jakbym go w ogóle nie rozpakowywał z pudła), a nie dostałem nawet informacji czy do nich doszło i czy wszystko okej, choć wiem, że doszło, bo śledziłem paczkę na stronie przewoźnika.
2. Zakupiłem telefon z Windows Phone na rozszerzenie działalności strony. Na dniach, o ile producent się nie rozmyśli, zostanie mi wypożyczony nowy, wypasiony smartfon na dłuugiii okres, więc pozbywał się prywatnego, bo po co ma się kurzyć i tracić na wartości? Ewentualnie po oddaniu tego wypożyczonego kupię jeszcze raz ten model, co planuję sprzedać, ale za mniejsze pieniądze :-)
3. Dostałem życzenia świąteczne od dziecka. Nie, nie mojego (a szkoda, bo tak się miło poczułem, że jeszcze bardziej zapragnąłem mieć własne), ale z mojej rodziny. Od 6-latki.



4. A dziś z rana zauważyłem, że żonie padł soft w telefonie. Nie powiem, trochę z nim walczyłem. Oczywiście z początku myślałem o serwisie. Pytałem i szukałem po forach. Na jednym nikt nie odpowiedział, na drugim to, co wiedziałem + dodatkowa rada, ale nie mogłem jej zrealizować, bo polecony program nie był już dostępny (miałem wersję 5.44, a rada dotyczyła 5.43). Dodam też, że próbowałem wgrywać softa za 150 różnych sposobów (tak poważnie, to ze 20x co najmniej próbowałem), jednak znalazłem w końcu forum o telefonach Samsunga. No nic, żeby zobaczyć linki każą się zarejestrować. Wpisuję login, a tu wyskakuje, że login zajęty. Kurna! Jak to zajęty?! Od zawsze mój login jest wolny! Zawsze i prawie wszędzie od 5 lat ten sam i nigdy zajęty nie był. Nie zdradzę jaki mam, bo występuję jako incognito ;-) więc za przykład podam, że to tak jakbym miał login hanfeuit820vjkhzcg, więc też byście się zdziwili jakby Wam wyskoczył komunikat, że zajęty. Nie ma takiej opcji. Myślę... może się już tam kiedyś rejestrowałem? Więc loguję się jak zawsze i sukces :-) Rejestracja w listopadzie 2009, postów zero, czas spędzony na forum 15 min., więc pewnie zarejestrowałem się i to wszystko. Tak więc rejestrować się nie musiałem, tematów nie zakładałem, tylko czytałem te, co były i zrobiłem jak było trzeba wg instrukcji.
Po 100% zainstalowanych plikach telefon miał się zrestartować lub kazano wyjąć baterię i włożyć ponownie.
Telefon nie zrestartował się, więc wyjmuję baterię, a tu zonk ;-)

Umiecie tak? Telefon włączony, bateria na zewnątrz ;-)
Ok, próbuję tak wyłączyć poprzez przytrzymanie power off, ale nic, więc wkładam baterię i próbuję to samo i też nic. No nie! Uwaliłem softa! No skoro wyjęcie baterii nie wyłączyło telefonu, to co niby ma go wyłączyć?! Ale wiecie co? Odpiąłem kabel usb i się wyłączył. Kabel wprawdzie służy też do ładowania, ale co w tym przypadku miał ładować, skoro akumulator był poza telefonem? ;-)
W każdym razie włączyłem, telefon się uruchomił prawidłowo. Ok, skoro zadziałał teraz, to po wsadzeniu karty sim i pamięci też powinien. Tak więc zrobiłem jak trzeba i ruszył. Jestem z siebie dumny, choć to nie debiut. Wcześniej 2x softowałem telefon, z tymże 1x, to się pieprzyłem 3 noce i nadal uważam, że gadanie o uwaleniu telefonu poprzez nieudolne wgrywanie oprogramowania, to jest legenda. Ktoś kiedyś puścił plotkę, reszta powtórzyła i każdy tak myśli LUB wymyślili, to serwisanci, aby samemu tego nie robić, a dawać im zarobić. Szczerze nie wiem jak można uwalić telefon, bo zarówno z powyższym modelem, jak i z Motorolą V3, z którą pieprzyłem się 3 noce, wykorzystałem wszystkie możliwe kombinacje, kilka wersji oprogramowania, w przypadku V3 jeszcze kilka bootów (coś jak Bios na komputerze) + zdejmowanie simlocka. Telefon działa bdb, dodatkowo ma niebrandowany system (wcześniej miał Plusa), czyli bez śmieci operatorskich. Kilka dyszek zaoszczędzone.

środa, 31 października 2012

Praca wre, czyli rzecz o www

Praca wre, czyli:
- recenzowanie na bieżąco aplikacji
- test nowych, wymagających
- kontaktowanie się z twórcami odnośnie użyczenia wersji pełnej, choćby w wersji trial
- podejmowanie współpracy z producentami sprzętu
- zgłębianie wiedzy na temat pozycjonowania itp.

Wszystkie wymienione na mojej głowie i szczerze powiedziawszy dobrze mi z tym, choć z drugiej strony pierwszy raz od dawien dawna mam poczucie, że doba jest zdecydowanie za krótka. Nawet w mojej byłej pracy w firmie Fristom w której pracowałem na produkcji, a zajmowałem się wyrabianiem norm, kontrolą jakości, prowadzeniem ewidencji stanu materiałów, wypisywaniem i przyjmowaniem zamówień i ogółem kierowaniem działu (tak, byłem kierownikiem działu), nie czułem takiej odpowiedzialności. Po prostu robiłem swoje, czułem się w tym dobrze, czułem się pewnie, kierownik produkcji nie miał podstaw, by mnie zwolnić, bo choć po 2-óch latach mnie zdegradował (znalazł się murzyn, który przychodził do pracy w każdą sobotę, a za soboty wówczas nie były płacone dodatki od nadgodzin), to nadal pracowałem na swoim dziale + na akordzie, gdzie wyciągałem więcej finansowo + na prasach, gdzie kierownik tego działu był ze mnie zadowolony, więc czułem się jeszcze pewniej - w końcu mogłem pracować na 3 działach.
Teraz to co innego. Coś nowego, coś czego się z jednej strony uczę, z drugiej zdobywam cenne doświadczenie i kontakty. Coś z czym chcę związać przyszłość. Coś, co mnie interesuje i co lubię robić.
Tak jak zanim zacząłem się tym zajmować, to nie robiłem nic konkretnego, a wszystkie propozycje współpracy (administrowanie stronami) kończyły się fiaskiem. Teraz z kolei znajomi sami proponują współpracę: moderator ds. newsów w serwisie dotyczącym nowego systemu operacyjnego na smartfony, moderator z udziałami przy innym projekcie + pomoc w stworzeniu wielkiego projektu, który 2 lata temu mi nie wypalił. Z czegoś trzeba będzie zrezygnować, znaczy z którejś z propozycji, bo wszystkiego nie dam rady robić.

A tak poza tematem, od wczoraj do dzisiaj przeglądałem oferty tabletów. Nie będę wymieniał producentów, zresztą części z nich już nawet nie pamiętam, ale jestem zdegustowany wciskaniem nam - konsumentom, chińskiego sprzętu pod szyldem bardziej znanej marki. Nawet tablety za 1000 zł potrafią być chińskimi urządzeniami wartości 50-100 dolarów za sztukę. Rozróżniam po wyglądzie. Na prostym przykładzie, żeby każdy zrozumiał - to tak jakby na malucha nakleić znaczek Ferrari i sprzedawać go jako Ferrari, a nie malucha.

poniedziałek, 8 października 2012

O wszystkim i o niczym, czyli ostatnie wydarzenia

Zacznijmy od tego, że trochę się gubię w tym nowym interfejsie bloga. Dobra, niech po wejściu na bloga wyświetla się jak Google chce, ale w ustawieniach administratora mogłoby być po staremu...

Kolejność nie ma żadnego znaczenia. Po prostu wymieniam ostatnie wydarzenia w tej kolejności, która pierwsza przyjdzie do głowy.
1. Wzięło mnie na przemyślenia, co będzie dalej, więc nie łudząc się, że wkrótce zacznę zarabiać choćby setki złotych ze strony, którą prowadzę z przyjacielem, zacząłem szukać pracy. Pierwsza oferta, która mi się wyświetliła, była praca polegająca na wystawianiu ofert sprzedaży na Allegro. Wymagania spełniłem (głównie chodziło o poprawną pisownię), więc zajrzałem w swoje CV.
2. Mam CV. Dobre, stare. Chciałem dodać nowy wiersz, ale nie umiałem - nie jestem specem ds. edytorów tekstowych. Ściągnąłem nowy wzór, inny, uzupełniłem i jest! mam nowe CV. Dodatkowo zajrzałem na stronę firmową ogłoszeniodawcy i zauważyłem, że nazwa, jak i strony kategorii są w kolorze zielonym jak murawa, więc uznałem, że ciekawym szczegółem w CV (które notabene potem będzie można w tym aspekcie zmienić) będzie zmiana koloru sekcji "Dane osobowe, wykształcenie, doświadczenie, kursy etc.", czyli te główne, na właśnie kolor dopasowany do strony ogłoszeniodawcy, Niby drobny szczegół, ale chodzi o skojarzenia. Niestety, gdy już chciałem wysłać CV, zauważyłem "miejsce pracy: Zielona Góra" - fuck! 2 godziny zmieniałem i dopasowywałem swoje CV, żeby się okazało, że oferta nie dla mnie?! Cóż, pisząc maila z załączonym CV, przypaliłem głuppa, iż mniemam, że skoro praca polega na siedzeniu przy komputerze, to można ją wykonywać gdziekolwiek, byleby mieć stały dostęp do internetu. Napisałem to nie dlatego, że liczę, iż można pracować gdzieś poza Zieloną Górą, a żeby nie pomyśleli, że mam problemy z czytaniem ze zrozumieniem ;-) bo nie mam, ale czytając ofertę pracy e-commerce, która polega na siedzeniu przy komputerze, raczej nie myślimy o tym, że to praca w konkretnym miejscu, a w każdym, tak jak praca fotografa, który sesji plenerowych nie wykonuje w studio ze stosowną charakteryzacją.
3. Dalej szukam pracy, w wolnych chwilach od innych zajęć, które w ostatnim czasie mam. Interesują mnie oferty administratora/moderatora portali, blogów, forów etc. oraz takie jak wyżej opisana. Wiecie dlaczego, powtarzać się nie będę.
4. Kupiłem Nokię 500. Nie jestem zadowolony. Pal licho, że wyświetlacz wygląda jakby miał 64 tys. kolorów wobec deklarowanych 16 mln czy, że ekran w teorii jest pojemnościowy, a w praktyce zachowuje się jak oporowy (dla laików: ten pierwszy wygodnie obsługuje się palcem, ten drugi rysikiem). Bardziej interesowały mnie aplikacje w Ovi Sklepie, w którym panuje straszna biedota. Dla porównania na dniach pobrałem 36 przeglądarek www z Google Play (platforma Androida), zaś w Ovi Sklepie (platforma Symbiana) są... 2-ie (słownie: dwie) - jak mam je przetestować? Mam ściągnąć dwie i je porównać? Toć to każdy może zrobić, zaś z 36-oma sztukami raczej się nie chce i używa najpopularniejszej, dlatego ciężko z czymś się wybić, ale nie spocznę, będę próbował dalej z czymś innym, byleby było chociaż 5 aplikacji tego samego typu... W wolnej chwili zrobię jej test, wraz z wymienieniem zalet i wad z użyciem klipu wideo przedstawiającego wygląd i użytkowanie. Niech mi tylko żona kupi bawełniane rękawiczki, żeby było profeszynal ;-) Jak już będzie, to pojawi się na moim, przeznaczonym do takich celów, blogu.
5. Jakiś rok temu kupiłem żonie nowy aparat kompaktowy. Nowy dla niej i nowy ogólnie, bo ze sklepu. Sony S2000. Nie jestem zadowolony. Fakt - żona ma być, a nie ja, ale to ja go kupiłem i choć to kompakt za 249 zł, to przed zakupem czytałem testy i recenzje, m.in. na optyczne.pl i tam wypadł bardzo dobrze (17,5 na 20 pkt.). A o co chodzi? W kompakcie ustawiona automatyczna ekspozycja. Ogółem tam chyba wszystko jest automatem. Niewiele można zmienić. Wyłączona redukcja drgań, auto iso, redukcja czerwonych oczu ustawiona na auto. Ostatnio żona była na 2-óch ślubach. Efekt? Na zdjęciach z jednego połowa zdjęć nieostrych (po całości, a nie, że czyjaś ręka), zaś z drugiego zdjęcia z kościoła ciemne, jak bez lampy, mimo że ponoć błyskała, a przy tym zaszumione tak, jak w lustrzankach na najwyższej wartości. Praktycznie nie do odratowania, chyba że dla jakiegoś magika. Ziarno tak wielkie, że można by z niego chleb upiec. Odszumianie na niewiele się zdało. Laik zapewne nie zauważyłby różnicy między jednym, a drugim zdjęciem. 2 z nich tylko zrobiłem jako "artystyczne", czyli sepia i jako tako wyglądają, czyli mocno średnio, wręcz bardzo przeciętnie lub nawet poniżej przeciętnej. Na nk czy fejsa od biedy może być. Do albumu niekoniecznie. Wg exifa iso 800 (max dla tego aparatu, to 3200, ale nie chciałbym widzieć tej kaszany przy tej czułości). Tak więc planuję zrobić swój amatorski test tego urządzenia. Już lepiej mój jak z optycznych. Mój dostosowany do amatorów, bez wykorzystania urządzeń pomiarowych, a to, co najważniejsze - jakość. Każdy tryb, każda czułość, wszystko. Niech będzie wiarygodny, a nie zdawkowy. Także na tym nowym blogu, którego link dałem w punkcie 4.
Wychodzi więc na to, że jeśli chcecie kupić tani, budżetowy aparat, to nie ma się co sugerować testami, a wybrać taki, który nam podpowiada serce i rozum z reklamy Orange.
To już wcześniejszy BenQ, który miała żona robił moim zdaniem lepsze zdjęcia - owszem, prześwietlał, ale można było poprawić ekspozycję, jasność itp. i zdjęcia jak talala, a w tym jedyne, co można zrobić, to zdjęcia wywalić. Nawet Wam pokażę. Zamazałem twarze, choć nie wiem czy to było konieczne. Domyślcie się, które jest bazowe, a które po "poprawkach":




6. Zarejestrowałem się na forum Pozycjonowanie i Optymalizacja w związku z tą stroną, którą prowadzę wraz z przyjacielem, ale nie kumam o co tam biega. Niby są tematy dla początkujących, ale wychodzi z tego, że ja jestem jeszcze niższy szczeblem na tej drabinie, bo nie rozumiem. I to nie jest śmieszne ;-)
Wszystko po to, by podskoczyć choć trochę w wyszukiwaniach Google, by się wzbić może nie na szczyt, ale być bardziej popularnymi. Staram się przecież, piszę artykuły, wyszukuje db aplikacje, poświęcam czas, by były to wiarygodne recenzje, inwestuję (może nie dużo, ale na wiele mnie nie stać) i chciałbym mieć z tego materialne efekty. Nie założyliśmy strony z nudów, a żeby były z tego jakieś profity.
7. Od pół roku skręcam papierosy. Przyznaję, że tak jak wcześniej traktowałem skręcane jako gorszej kategorii, tak teraz dla mnie papierosami gorszej kategorii są te w kiosku. Nie smakują mi lub innymi słowy smakują drętwo. Te, które ja skręcam przynajmniej mają smak. Dodam, że nie używamy najtańszych tytoni typu Korsarz czy Guliwer, a markowe typu RGD, Route 66, Viceroy. Zobaczymy jak w przypadku tego pierwszego, bo na 2 pozostałe skargi do Wojewódzkiego Inspektoratu Inspekcji Handlowej już poleciały. Co się będziem patyczkować... Mianowicie chodzi o podawaną ilość papierosów na opakowaniu, a praktykę. Viceroy olał moje zapytanie, do dziś dnia nie dostałem odpowiedzi, choć minął ponad kwartał. Route 66 mi odpowiedział, o czym pisałem, że dostałem 2 opakowania, ale gdy potem wysłałem film obrazujący czas spalania papierosów skręconych trybem do 170 papierosów ze 100g (choć sami deklarują 180) w stosunku do papierosów skręconych trybem do 120-130 papierosów, to dostałem odpowiedź o "preferencjach osobistych", czyli krótko mówiąc róbmy w konia konsumentów. Te 120-130 papierosów, to papierosy jak z fabryki, te 170 to miękkie, palące się 2x szybciej, czyli mniej nabijasz, szybciej spalasz, po chwili palisz kolejnego, szybciej zużywasz, kupujesz kolejne opakowanie, jesteś robiony w konia na 50 sztukach na opakowaniu, co daje w naszym przypadku stratę miesięczną około 100 zł. I potem dziwcie się producenci tytoniu i cała świto urzędnicza, że Polacy kupują "lewy" tytoń, skoro nawet producenci tytoniu robią nas w bambuko na deklarowanej ilości. Gdyby deklarowana ilość wynosiła tyle sztuk, co na opakowaniu, to nie opłacałoby się ryzykować kupując tytoń bez akcyzy. Róbcie tak dalej i płaczcie, że ludzie kupują towar bez banderoli, zamiast zacząć zmieniać coś u siebie.
8. Wracając do naszej strony, pomyślałem sobie dziś, że można, by zakupić domenę pod serwer na którym mamy naszą stronę i zrobić tam forum. Forum dotyczące wszystkich aplikacji mobilnych na wszystkie systemy, będące powiązaniem z naszą stroną. Muszę to jeszcze przemyśleć i zapodać pomysł przyjacielowi.
Wypadałoby też sam szablon strony zmienić, bo w tej chwili jest taki se. Musi wyglądać profesjonalniej, niż jako zwykły blog... Też do zrobienia. Oj wiele rzeczy jest do zrobienia...

Dobra, kończymy, bo kto to będzie czytał. Pewnie większość i tak odpadła po 3-ech punktach ;-)
Natomiast jeśli ktoś dotarł do końca, to z tego miejsca mu dziękuję.

niedziela, 30 września 2012

Dzień jak za dawnych lat

Tzn. może nie takich dawnych, bo wystarczy się cofnąć pamięcią nieco ponad 3 lata wstecz, ale dawno nie miałem tak ekscytującego dla mnie dnia. Całego dnia, a nie 2-3 godzin. Rano tj. przed 9. rano podjechał kolega i razem pojechaliśmy na jego działkę. Mieliśmy coś porobić związanego z budowlanką i miało zejść około 3 godzin. Ostatecznie zeszło prawie 6 i zrobiła się 15.30, gdy stamtąd wyjeżdżaliśmy. Na 14. miał być na obiedzie u dziewczyny wcześniej mnie odwożąc do domu, a na 16. jechać na spot Alfy Romeo związany ze ślubem jednego z klubowiczów. Ostatecznie nie pojechał do dziewczyny na obiad, a razem pojechaliśmy do niego na "fast food" i wyjazd na spot, który swój początek miał minutę jazdy od Pawła domu. Także jestem klubowiczem, ale bez auta, ale ten spot był moim pierwszym. Dotąd nie byłem na żadnym, choć klubowiczem jestem od prawie roku. Nie mam zdjęć początku (czyli z działki), bo nie było czasu ich robić; mam ze środka (spotu) i z końca, ale te jeszcze nie obrobione, a nawet nie przejrzane. Pierwszy raz od nie pamiętam jak dawna, brakuje mi godzin w jednej dobie. Chciałoby się robić wiele rzeczy naraz (obrobić zdjęcia ze spotu oraz z jazdy nocnej, przeglądać aplikacje i pisać artykuły, czytać o pozycjonowaniu i optymalizacji oraz kilka innych, mniejszych spraw), ale czas pozwala tylko na część z tego... :/
Tak czy siak, na chwilę obecną prezentuję kilka fotek, które obrobiłem:

(panorama akurat nie jest obrobiona. Jest tylko złożona z 2-óch zdjęć)





  [jak widać, jedno z aut zagradzało drogę, by cała "alfowska" ekipa mogła przejechać bez przerywania szyku. Niestety chyba nikt nie zrobił zdjęcia w podobnej sytuacji jak wyjeżdżaliśmy spod kościoła, gdy jeden z kolegów przyblokował w ten sposób radiowóz. Cóż, policjanci też człowieki ;) ]


Gdyby nie znaczek i charakterystyczny grill, to z tej perspektywy można, by pomyśleć, że jest to Porsche. 
Otóż nie. Jest to Alfa Romeo Spider, 4-ej generacji.


Zjechało bodajże 16 aut + Państwa Młodych.
Przejechaliśmy się odcinek kilku km w jednym szyku [zwracając uwagę przechodniów] do pewnego rondka na którym zawróciliśmy do kościoła. Tam czekaliśmy 2 godziny łącznie na odjazd pod miejsce imprezy weselnej, gdzie złożyliśmy życzenia i każdy dostał po flaszce ;-) Mieliśmy się rozjechać i tak też z kolegą pomyśleliśmy, że reszta się rozjechała, dlatego wróciliśmy do domu. Jednak nazajutrz okazało się, że jeszcze zajechali na jakiś parking - z głównej ulicy nie widzieliśmy go, a szkoda, bo byłaby okazja na kilka fajnych, nocnych ujęć... Cóż, innym razem.
Na koniec wrzucam zdjęcie jeszcze spod kościoła. Limuzyna z inną parą młodych. Kojarzyłem ten samochód z pewnego hotelu, który oferuje takie auto i się nie myliłem. Auto z hotelu Bohema***** w Bydgoszczy ->  http://www.hotelbohema.pl/?page_id=894



W domu byliśmy około 20.30
11 godzin poza domem już nie pamiętam kiedy ostatnio byłem... Tzn. pamiętam - w maju 2010 roku i chyba też w sierpniu 2010, bo miałem ślub :-) ale od tego czasu chyba nigdzie. Był to chyba najlepszy dzień w moim życiu od ponad 2 lat, który spędziłem poza domem bez ochrony (żony). Ten spot dla mnie był spontaniczny, bo że na niego pojedziemy, dowiedziałem się jakieś 2 godziny przed jego początkiem. Dzionek mi upłynął bardzo przyjemnie. Mógłbym wspomnieć, że się czułem zmęczony po robocie na działce oraz że czułem jak mi nogi odpadają, gdy staliśmy przed kościołem (5,5 godziny roboty stojącej na działce + postój przed kościołem), bo nawet, gdy jeszcze pracowałem, to jednak miałem pracę siedzącą, a nie stojącą. Ehh... trochę pracy było mi trzeba. Co prawda od tak długiego postoju od pracy nie czułem się tak samo energiczny, ba! na początku mi się nawet w głowie zakręciło i musiałem się podeprzeć rękami na nogach, ale potem już było w porządku. Samopoczucie podczas tego dnia oceniam na co najmniej 4 w skali do 5. Oby więcej takich dni z takim samopoczuciem...

niedziela, 16 września 2012

Niemal 80 lat historii


Będąc wczoraj na dziadka urodzinach, przeglądałem m.in. jego album ze zdjęciami. To zdjęcie postanowiłem uwiecznić aparatem komórki. Lubię po prostu stare zdjęcia.
Na fotografii widoczna cała rodzina, czyli rodzice z dziećmi. Rok 1934.

Od lewej:
- Kazimiera (1916-?)
- Władysława (mama dziadka, 1890-?)
- Kazimierz (1933-2001)
- Janina (1923-1996)
- Stanisław (mój dziadek, przy ojcu, ur. 1929-2100 lub jeszcze dłużej)
- Zofia (1920-2000)
- Franciszek (ojciec dziadka, 1889-?)
- Stefania (najstarsza z rodzeństwa, 1911-2003)
- Jadwiga (1926-2008)

czwartek, 13 września 2012

Hallo! Jest tu jakiś sponsor?

Podobno pierwszy milion trzeba ukraść, ale ja nie chcę kraść i nie chcę miliona (tzn. jakby ktoś chciał dać... ;)). Mnie wystarczy 500 zł. 330 mam do oddania, reszta na początek na promocję strony. Wykupienie AdWords, reklama AdTaily na gsmManiaK i reszta na jakieś drobne nagrody dla czytelników - krótko mówiąc konkursy z drobnymi nagrodami. Nawet nie mam czego sprzedać z prywatnych rzeczy - perfumy... o nie! tego nie sprzedam, choćbym miał je wylać. Mam ich sporo, połowa kosztowała sporo, wolałbym komuś odlać, niż sprzedać za parę złotych, bo ceny sklepowej nikt mi nie da, skoro na Allegro dużo tańsze, w dodatku musiałbym dać dużo niższą cenę jak na Allegro, czyli osiągnąłbym max 30% tego, co zapłaciłem.
Znaczki... dowiadywałem się kilka m-cy temu i wiem, że klasery są więcej warte jak one, czyli 20 zł (o ile ktoś chciałby za nie tyle dać), a z kolei nie będę ładnych znaczków, serii, wyciągał z klaserów, żeby owe sprzedać.
Telefon... Jako drugiego używam Sony Ericsson K800i, ale on więcej potrafi, niż kosztuje. Mógłbym używać byle czego na jego zastępstwo, ale żal mi go sprzedawać, bo dużo potrafi, mam cały komplet, nową, lepszą jak fabryczna baterię (też oryginalna, ale dedykowana innemu modelowi), a mógłbym żądać ze 120 zł. Gdybym dostał 200, mógłbym sprzedać, ale to ostateczność, bo telefon zadbany i mi go żal.
No i cóż poza tym... chyba nic... Chyba, że odblaski ozdobne na taśmę dwustronną, ale próbowałem je sprzedać wielokrotnie, jako całość, na sztuki, komplety i nic. Ani sztuki nie sprzedałem, mimo że za pół ceny rynkowej. Leżą i nie wiem, co z tym zrobić.
Aha! Jeszcze 2 mychy bezprzewodowe - jedną dostałem w cenie 20 zł do kompa (choć kosztowała 120, ale miałem bon 100 zł) Logitech. Gwarancja 5-letnia, raz już w serwisie była, zostało jej jeszcze 1,5 roku gwarancji i też od 1,5 roku nie jest używana. 50 zł mógłbym osiągnąć, ale sęk w tym, że za dobra jest. I jeszcze myszka Tracer z ciekawym designem, ale szkoda mi jej, bo nie była droga (około 60 zł), ale jest dobra. Poza tym mychę bezprzewodową nową można mieć za 40 zł dobrej firmy, więc też nie mam zamiaru sprzedać za 1/3 ceny. Aż tak mi się nie pali z planowanymi inwestycjami, by pozbywać się swoich skarbów za 1/3 ich wartości.

Tak więc szukam sponsora, darczyńcy czy innego filantropa :) Ktoś chętny?

środa, 12 września 2012

Czy jestem piekielny?

Tydzień temu wraz z żoną zamówiłem na Allegro długopis Parkera z grawerem, na urodziny dziadka.
Przed zakupem zapytałem o wszystko i przesłałem tekst grawera. Negocjowałem także minimalnie cenę (za drugą linię w grawerze, zamiast 20 zł na 10). Ok, kupiłem, zapłaciłem, przesłałem wszelkie informacje odnośnie zamówienia, czyli czcionka, kolor pudełka prezentowego, kwota przelewu, rodzaj wysyłki i tekst/forma grawera w załączniku, o czym poinformowałem, że tam się znajduje - otrzymałem wiadomość, że jedna z najlepszych transakcji. Cieszyłem się z takiego stanu rzeczy. Przesyłka nadana dnia następnego, nie pocztą, a kurierem - miło .
Poniedziałek - przychodzi przesyłka. Po pierwsze inny kolor pudełka prezentowego; po drugie inna forma grawera jak zamawiana (tekst z wiadomości do sprzedającego, a nie ten, który napisałem po zakupie). Napisałem zażalenie, z komentarzem się wstrzymując. Otrzymałem odpowiedź po 4 godzinach, że pan nie zauważył obrazka i... koniec. Nic więcej. Zero przeprosin czy wyjaśnień. Po prostu pan sobie nie zauważył obrazka, nie wypowiedział się nic nt. pudełka i chyba uznał sprawę za zakończoną. Napisałem kontrę posiłkując się zapisem z ich regulaminu i czekałem na odpowiedź - minęło 6 godzin i nic. Skoro tak, to poleciał obszerny komentarz neutralny, bez żadnych wyzwisk, po prostu plusy i minusy transakcji. I nie wiem, ale chyba tego oczekiwali, bo nie minęła godzina od wystawienia komentarza i się odezwali z propozycją rekompensaty - chcą mi dać 20 zł za grawer i 5 zł za pudełko. Myślę i myślę, hmm... tego samego dnia (godzina około 22-ej) już nie odpowiedziałem. Kolejnego dnia dzwonili 4 czy 5x - nie odebrałem. Wolałem nie rzucać mięsem. Wieczorem (wczoraj) odpowiedziałem, że nie zgadzam się, że liczyłem na coś innego, ale skoro zwykłe przeprosiny to zbyt wiele, to teraz za wymuszone dziękuję. Dziś rano dzwonili chyba 6x, ale spałem (o 7.30 zaczęli, o 9. skończyli), napisali 2 maile i 1-go napisał właściciel, który jako jedyny okazał się człowiekiem na poziomie, bo przeprosił - czyż nie można tak było na początku?! Gdybym dostał takie przeprosiny w pierwszej wiadomości, to niepotrzebna byłaby ta cała szopka, wystawiłbym pozytywny komentarz, a oni nie musieliby nic proponować, w efekcie czego ponosić kosztów, bo właściciel sklepu z kolei zaproponował nowy długopis z dowolnym grawerem. Zastanawiałem się chwilę i przyjąłem ofertę. Przyjaciel miał 0,5 roku temu urodziny, więc w ten sposób mogę mu zrobić prezent. Jedyne co, to nie chciałem najdroższego długopisu z ich oferty, nawet zrezygnowałem z pudełka czy wysyłki kurierem. Ok, szef spoko, ale już nie chciałem naciągać na dodatkowe opłaty. Jak będę miał wolne środki, to im kiedyś oddam chociaż za połowę tego długopisu - drugą połowę zostawię jako rekompensatę i nauczkę dla nich, że wystarczy zachować się kulturalnie, przyznać do błędu i najzwyczajniej w świecie przeprosić za niego, a nie olewać klienta zdawkowym tłumaczeniem.
Nie jestem naiwny, pewnie mnie tam wyklinają ;-) ale czy ja oczekiwałem wiele?? Na nic nie naciągałem, sami wyszli z 2 propozycjami, bo na zwykłe przepraszam nie wpadli.

piątek, 31 sierpnia 2012

Kilka pstryków telefonem tym razem

Zabawa z wczorajszej nocy. Fotki wykonane telefonem + oprogramowanie graficzne na telefon. Poprawki na komputerze, to klonowanie pierdółek typu jakaś plamka lub przerwa między kartkami (służyły za tło), odszumianie (drugi obrazek), zmiana rozdzielczości + wyostrzanie.


To zdjęcie pozwoliłem sobie nazwać "Moje studio'85", bo moim zdaniem tak wygląda. Znaczy dosyć realistycznie odwzorowane modele + dość prawdopodobna jakość jak na lata 80.



wtorek, 28 sierpnia 2012

A tak mi się przypomniało...

Chcę ktoś kupić? W internecie za 7 tys. - sprzedam za 20% tej kwoty ;-) 



Zdjęcie zrobione pod koniec zeszłego roku, zaś pamięć o tym zegarku sięga nieco dalej.
Pamiętałem, że teść go miał; że długi czas leżał w kuchni, ale potem zniknął... :-(
Gdy zobaczyłem jego ceny na Allegro, to się podjarałem jak głupi. Zapytałem teścia czy go jeszcze ma. Zacząłem snuć plany, że mu go sprzedam, a sam sobie wezmę z tego jakąś prowizję. Zastanawiałem się tylko skąd teść ma tak drogi zegarek... - dostał?? A może znalazł??
Niestety prawda okazała się bolesna... To podróbka na bateryjkę... buu... nici z planów sprzedaży, z prowizji dla mnie. Leży koło mnie. Wszak można, by kupić baterię, pasek i się lansować, ale... z drugiej strony jeszcze, bym po pysku dostał od jakiegoś dresa, który tak jak ja, by myślał, że kradnąc go się wzbogaci o kilka tys. złotych.
Dodam, że tylko na takim zbliżeniu widać łuszczącą się tarczę. Po wzięciu do ręki tego nie widać.


Wspominałem, że będą przynudzał fotkami aut z PRL-u? ;-)

VW GOLF 




SYRENA SPORT




Dlaczego kwadraty? Ano dlatego, że przycinałem pod kątem Instagramu, gdzie część z nich zlądowała...
Wszystkie zdjęcia wykonane Sony A450 + Helios 44M-4.

niedziela, 26 sierpnia 2012

Takie tam ver. 128

czyli ostatnie wydarzenia. 

1. Z przyjacielem doszliśmy do porozumienia - najważniejsze. Stronką jeszcze się nie chwalę. Najpierw musimy mieć dobry szablon. Wciąż ciężko coś dobrego znaleźć, bo darmowe bywają ograniczone, a płatne - wiadomo, tanie nie są. Już byliśmy na jednego zdecydowani. Już, już, niemal go mieliśmy i byliśmy zadowoleni. Ale jak wiadomo tak pięknie być nie może. Szablon ograniczony, a wersja pro płatna 30 dolców. Na taki wydatek nas nie stać na tym etapie... Cóż, szukamy dalej, a póki co, to modernizujemy to, co mamy.
2. Google zawiesiło nam AdSense. Jeszcze, żeby powód podali, to byłoby super. Trzeba zastanawiać się samemu i gdybać, co nim mogło być. Póki co, wysłaliśmy odwołanie. Zobaczymy co z tego wyjdzie. A już powoli zauważaliśmy wzrost zarobków... - tzn. jeśli patrzeć na kwotę, to nadal grosze, ale jeśli maksymalny dzienny przychód mieliśmy 0,8 euro, a przedwczoraj było 1,63 i wczoraj 1,06 to różnicę widać. I bach! konto zawieszone... Jak nie AdSense, to AdTaily. Są inne formy reklamy. Odnośnie AdSense Google, można sobie poczytać na Wikipedii3. Wrzucam dzisiejsze, a w zasadzie wczorajsze (piszę ten wpis o 2.46 na chwilę obecną, a zdjęcia robiłem po 21-ej) fotki. Foto-gniotki. 

Tak się zastanawiam, co myślał kierowca... - "debil"? :-)
Dodam, że na tej drodze nie jeździ się 50...


To foto umieszczam, bo podobają mi się te "znaki zapytania" - przynajmniej dla mnie tak to wygląda...


A to wrzucam, bo trochę więcej światełek tutaj...
Wiem, że najlepiej byłoby stanąć na jakimś wiadukcie, ale nie miałem takiej możliwości... Innym razem. Jak się nie ma, co się lubi...



I to, by było na tyle...
Może wkrótce w wolnej chwili będę zanudzam fotkami samochodów z okresu PRL-u. Tzn. chyba na pewno będę :-)

sobota, 18 sierpnia 2012

Nasza stronka. Beta wpis.

Jakiś czas temu pisałem, że jak nasza stronka będzie miała ręce i nogi, to Wam ją pokażę. W zasadzie chciałem to zrobić już kilka dni temu, ale jeszcze to nie było to, czym chciałbym się chwalić. I w zasadzie, to nie wiem kiedy dokładnie to zrobię, ponieważ nie mogę się dogadać ze wspólnikiem. Dosłownie o pierdoły. Chciałem zainwestować w reklamę. Wczoraj rzuciłem taki pomysł. On najpierw entuzjazm. Gdy zaznaczyłem, że to dla mnie priorytet, to stwierdził, że nie ma kasy, a gdy powiedziałem, że ja mogę wyłożyć, to uznał, że to nie jest tak łatwe jak mi się wydaje i wybuchła afera. Afera też jest tym większa, że strona siedzi na serwerze jego ojca, co od początku mi nie pasowało i od początku chciałem, by było u nas, nawet jeśli sam miałbym za to zapłacić.
Nie dałem się. Myślał chyba, że jak mi postawi ultimatum "ogarnij się albo droga wolna", to porzucę swoje ambicje i będę czekał na jego łaskę. Dziś ja mu dałem ultimatum - albo się przenosimy na nasze, albo (cytując jego słowa) "droga wolna". Czekam do wieczora na decyzję. Jest ostateczna. Najwyżej będę ją prowadził sam, ale nie będę żył na jego łasce.

sobota, 4 sierpnia 2012

Aktualizacja do poprzedniego wpisu 1-go punktu

Zauważyłem, że żonie owszem, udaje się skręcić do 170 papierosów, ale te papierosy szybciej spalam. Nie ma tu nic do rzeczy siła zaciągnięć, bo wiem po sobie, a nie grupie 100 ankietowanych.
Postanowiłem to sprawdzić podpalając 2 papierosy, bez zaciągania. Całość nagrałem. 
PS. Oczywiście wysłałem filmik także do Imperial Tobacco Polska :) W pierwszej wiadomości mi dziękowali za "cenne uwagi", więc skoro mi tak słodzą, to dostali gratis. Filmik skompresowany, w oryginale miał ponad 0,5 GB, ale pikseli jeszcze liczyć się nie da.

Z lewej papieros skręcony przez żonę, z prawej przeze mnie.
Przypominam, że żona skręca do 170 papierosów ze 100g tytoniu, ja średnio 130.

video

poniedziałek, 30 lipca 2012

Takie tam ostatnie wydarzenia

1. Pamiętacie jak się żaliłem, że producenci tytoniu zawyżają ilość wyrobionych papierosów na opakowaniach? Napisałem wiadomości do 2 firm, przedstawicielstwa firmy Viceroy i Route 66.
Ten pierwszy mnie olał, więc też im nie zawracałem więcej głowy i zgłosiłem do UOKiK, a następnie inspekcji handlowej. Ten drugi mnie nie olał, wręcz przeciwnie. Odpowiedzieli w ciągu 14 dni roboczych (w tym czasie odpowiadają), podziękowali za uwagi i poprosili mnie o podanie adresu, bo chcą przekazać na moje ręce 100g tytoniu Route 66. Podałem adres około tydzień temu, dziś go otrzymałem. We wiadomości, gdzie podawałem adres, dodałem, że nie obraziłbym się o jakiś firmowy gadżet i go dostałem - drugie opakowanie tytoniu, więc ogółem dostałem 200g (blue i red). To się nazywa szanowanie klienta! Dodam tylko, że nie oczekiwałem tytoniu, a wyjaśnienia. Dziękuję Imperial Tobacco Polska!
PS. Po zmianie techniki, udaje się skręcić więcej, choć nadal mniej jak na opakowaniu, ale nie jest to już kolosalna różnica 50 sztuk, a kilkunastu.

2. Zacząłem wraz z przyjacielem nowy projekt. Stary dawno temu zamknęliśmy, a w zasadzie, to skończyliśmy na początku - za dużo do roboty. Potrzebowalibyśmy 5 lat przy założeniu, że codziennie siedzielibyśmy przy tym po 8 godzin (odliczając weekendy). Ciężko z wykonaniem, jeśli jedna z osób pracuje. Pomysłodawcą byłem ja. Pomysł "sprzedany" przyjacielowi. Przypadł mu do gustu, działamy. Jeszcze tylko kupić domenę (groszowe sprawy), bo serwer mamy i ciśniemy. Już coś na stronie jest, ale na razie się nie chwalę, co i jak. Pochwalę się jak już strona będzie gotowa pod względem wizualnym oraz będzie na niej więcej niż [obecnie] 3 artykuły. Trzymajcie kciuki za nasze powodzenie!

sobota, 21 lipca 2012

Nowe blogi i nowe plany

Cieszę się jak głupi bateryjką, choć niczego nie dostałem i nie wygrałem. Po prostu, żeby trochę zmienić wizerunek tego bloga, stworzyłem dwa dodatkowe. Jeden, dlatego ponieważ podnieciłem się jakością zdjęć z Samsunga Galaxy S (choć db zdjęcia z telefonów zawsze mnie ciekawiły), a drugi do artykułów z testami i recenzjami, oczywiście moimi.
Tu oba:  http://telefoniczny-pstryk.blogspot.com/ oraz http://testy-recenzje-opinie.blogspot.com/

Kurcze, nie wiedziałem, że tyle hecy będzie po stworzeniu nowych...
Stworzyłem nowy, a "o mnie" z tego bloga, jak i avatar także się przeniósł na nowego, dlatego zrobiłem subtelne zmiany. Z tego bloga zniknęło "o mnie" i avatar w kwadracie, a zamiast tego jest prostokątny. Na tych nowych nie ma wcale. Może w przyszłości się coś pojawi. Poza tym, co zauważyłem, to autor na wszystkich blogach zaczął wyświetlać się ten sam; tym razem nie odpowiedni dla tego bloga, a dla Telefonicznego pstryka, który to wyświetlał się tutaj i w testach-recenzjach-opiniach, dlatego zrezygnowałem z podpisu w ogóle, zamiast tego wprowadziłem swoje częściowe dane w głównym profilu i, nie wiem dlaczego, ale w tej postaci tylko na Telefonicznym pstryku się wyświetla autor, a gdzie indziej niet. Nie wiem o co chodzi, ale już wolę tak, aniżeli autor właściwy dla danego bloga miał się wyświetlać na pozostałych.

Na Telefonicznym pstryku planuję umieszczać zdjęcia wykonane telefonem i poddane obróbce w telefonie. Oczywiście nie, że zrobię byle co i wrzucę. Zawsze będę się starał, by wszystko trzymało się kupy, a nie nią było ;-)
Jeśli chodzi o testy-recenzje-opinie, to już mam w głowie pomysł, który planuję zrealizować na dniach, a będzie to mega test aplikacji foto na telefon. Wczoraj i przedwczoraj przetestowałem kilkanaście i uznałem, że można taki teścik zrobić. Nie widziałem podobnych w necie, a jak są polecenia aplikacji, to zwykle wygląda to tak "co warto ściągnąć na Androida". Jak zrobimy teścik aplikacji foto, to następnym będzie teścik aplikacji multimedialnych, ale póki co, nie zapeszajmy :-) Niech powstanie najpierw ten pierwszy.

Będę musiał z tego bloga usunąć wszystkie swoje recenzje, a trochę mi szkoda, bo tylko test Navime i Mediona ma około 500 wyświetleń, czyli jakieś 28% wszystkich, ale z drugiej strony po co mają być duplikaty...
Ten blog nadal będzie życiowy, czyli pamiętnik z przemyśleniami i od czasu do czasu będę umieszczał na nim zdjęcia.

niedziela, 15 lipca 2012

Szukając stylu

Nie od dziś zastanawiam się czy podzielić bloga, znaczy zamiast w 1-go wrzucać wszystko, to podzielić go na kilka mniejszych + ten główny o wszystkim i o niczym. Myślałem, by zrobić osobny do testów i recenzji (w końcu już kilka zrobiłem), tak samo osobny do zdjęć, ale uznałem, że niech ten blog będzie w pewnym sensie wyjątkowy, dzielić go nie będę, tu będzie wszystko tak jak informuję z prawej strony, czyli wszystko i nic.
Jednak ostatnio po zakupie telefonu i odkryciu, że można nim zrobić całkiem niezłe zdjęcia, pomyślałem o tym, by założyć bloga nietypowego lub nietypowego dla mnie. Krótko mówiąc bloga, na którego wrzucałbym wyłącznie zdjęcia wykonane telefonem i w tymże telefonie obrobione. Przyznaję, że wcześniej nie podniecałem się zdjęciami wykonanymi przez aparat w telefonie, a teraz mi odbiło pod tym względem :) Owszem, uważałem i nadal uważam, że Sony Ericsson K800i robi bdb jakości zdjęcia, ale nie ma na niego lub ma dosyć ubogie programy do obróbki, zaś na telefon z systemem jest ich o wiele więcej.
Podobają mi się różne zdjęcia i swego stylu właściwie nie mam, bo nie jest tak, że jeśli robię zdjęcia, to tylko krajobrazy czy architekturę - mnie interesuje wszystko, czasem nawet zdjęcia, które niejeden okrzyknąłby gniotem czy zwykłym pstrykiem. Naprawdę nie mam pojęcia od czego to zależy, że jednego gniota uważam za gniota, a drugiego za sztukę. Żeby było wiadomo o co chodzi, umieszczę 2 zdjęcia, obydwa zamierzone (choć obróbka zawsze w realu powstaje, a nie w zamyśle podczas robienia zdjęcia. Przynajmniej u mnie; chyba, że miałem zaplanowane zdjęcie już wcześniej i nie jest ono spontaniczne), wykonane lustrzanką i telefonem. I choć można, by je uznać za gniot, zwykły pstryk spacerowy, to mi się podobają. Nie wiem od czego to zależy, że jedne tego typu uważam za badziewie, a inne za sztukę - chyba należy to po prostu wytłumaczyć gustem, a jak wiadomo, każdy ma inny...





I tak jakoś mnie naszło, by założyć drugiego bloga do zdjęć wykonanych właśnie z pomocą telefonu. Aparat nie zawsze mamy ze sobą - wiadomo..., ale telefon? Przyznać się - kto nie bierze ze sobą telefonu jak wychodzi z domu? Ja mam zawsze w każdym razie. Różne rzeczy wpadają w oko, czasem są tak spontaniczne, że szybciej wyciągniemy telefon z kieszeni i zrobimy zdjęcie, niż w ogóle zdążymy włączyć aparat (wcześniej wyciągając go z plecaka). Zdaję sobie sprawę, że niektórzy mogą uznać te zdjęcia za wielkie G, ale co mi tam, mój blog-moja sprawa-moje zdjęcia-moje postrzeganie.
Ten drugi blog ma być tylko do zdjęć z telefonu, ale to nie oznacza, że tylko nim będę je cykał. Po prostu - jak napisałem - telefon mam najczęściej przy sobie i lubię podobne jak powyższe obrazki. Nie chodzi o to, by ktoś nazwał to sztuką, po prostu coś takiego mi się widzi i wracając do tytułu, "szukając stylu" nie ma polegać na robieniu zdjęć wyłącznie telefonem, a na swego rodzaju inności, bo nie zdarzają się często podobne koncepty i pod tym względem ma to być mój styl, czyli blog składający się ze zdjęć wykonanych telefonem.

czwartek, 12 lipca 2012

Sztuka, a "sztuka", czyli dzieło czy pstryk

Ostatnio na forum Digital Foto Video nastała dyskusja na temat fotografa miesiąca Szerokiego Kadru (portal foto). Zdjęcia tego właśnie fotografa (a może artysty? Lub "artysty"?) natchnęły mnie do napisania tego artykułu i przedstawienia własnego zdania, wniosków, spostrzeżeń.
Poniżej umieszczam 5 zdjęć martwej natury. Z efektami i bez, a Wy zastanówcie się, które zdjęcia to sztuka, a które to "sztuka".





Trzy z tych zdjęć są celowo zrobione pod ten artykuł, dziś, w ciągu kilkunastu minut wraz z obróbką. Dwa pozostałe powstały dużo wcześniej, z zamysłem. Może nie przekazują emocji, ale mają w sobie to coś. Jedno z nich ma średnią na dfv.pl 4,85 i wygrało konkurs, drugie ma 4,89. To tyle, jeśli chodzi o ich kunszt.
Więc które?

Wyjaśniam: tymi zdjęciami z zamysłem są numery 2 i 4. Nr 4 (żarówka w kombinerkach) nie zostało wykonane przeze mnie, a przez Jacka Michieja: https://www.facebook.com/jacek.photography. Pozostałe są mojego autorstwa.
3 z nich (te efekciarskie) zostały zrobione na wzór "sztuki", czyli bez szczególnego pomysłu, obmyślania, bez starań... - chyba, że z takim pomysłem, by wszystko nie trzymało się ładu i składu, było zwykłym pstrykiem, zrobionym na "dzieło". Wiecie jak trudno coś takiego zrobić? Pstryknąć zdjęcie bardzo łatwo, ale tak pstryknąć, by można je przerobić na "sztukę" już trudno. Przez chwilę musiałem wczuć się w rolę "artysty" (jak wiadomo artystę zrozumie tylko drugi artysta), co nie było łatwe.

Czy moje zdjęcia sprzedałyby się za miliony? Czy moje zdjęcia bez znanego nazwiska i bez znajomości znanych ludzi ktoś dostrzeże? Czy takie zdjęcia trudno wykonać?
Nie. Moje (ta "złota trójka" dziś wykonanych) nie powstały z wykorzystaniem sprzętu za kilkadziesiąt tysięcy. Nawet nie za kilka tysięcy. Raczej za kilka stówek. Do tego oprogramowanie nie za kilka tysięcy, nawet nie stówek i nie dyszek, bo za darmo. Dodam, że nie zostały wykonane aparatem fotograficznym, a aparatem w telefonie - dokładniej Samsung Galaxy S  + program graficzny Pixlr-o-matic.

Czy pan Karol jest artystą? Wg mnie nie jest. Jeśli on jest artystą, to ja także. Widać po zdjęciach, które pokazałem. W dodatku nie zrobiłem ich sprzętem za grubą kasę. Dla mnie prawdziwym artystą, a zdjęcia będące sztuką, robi m.in. Jacek Michiej i inni fotografowie, znani lub nie, którzy wiedzą jak pokazać piękno, jak pokazać emocje, a nie jak zrobić byle gniota i nazwać go sztuką.
W przypadku sztuki Jacka Michieja i innych fotografów, mowa tu o artyzmie, a nie "artyzmie".